Recenzja| Władca piasków – Eliza Drogosz

Debiut opublikowany przez autorkę Polkę w wieku siedemnastu lat? Eliza Drogosz jest doskonałym przykładem, że nie ma się z czym spieszyć, a wydawanie książki na własną rękę tylko z małą pomocą wydawnictwa nie jest najlepszym pomysłem.

Mam w zwyczaju chodzić do biblioteki falami. Jest okres, że moja stopa nie postanie tam przez kilka miesięcy, ale jak już podejmuję decyzję, by ją odwiedzić, od razu biorę tyle książek, na ile pozwala mi limit. Później, gdy je oddaję, pożyczam nowe i tak w kółko. Przy jednej takiej wizycie w moje ręce wpadła debiutancka powieść Elizy Drogosz pod tytułem Władca piasków. Wzięłam ją ze względu na jej status oznaczony jako nowy i intrygujący tytuł. Dopiero w domu przeczytałam opis z tyłu okładki i trochę się zmartwiłam. Z jakiegoś bliżej nieznanego mi powodu byłam przekonana, że mam do czynienia z burzliwym nastoletnim romansem na tle gorącej pustyni Egiptu. Ale jak to zwykle ze mną bywa, żadne z moich pierwszych wyobrażeń nie było trafne, a w książce nie znajdziemy ani grama wątku miłosnego. Od dawna szukałam takiej historii, której nikt nie urozmaici niepotrzebnym romansem. To bardzo miła odmiana w końcu ją znaleźć. Tylko, że ta akurat do najlepszych nie należy.

Jest to historia o polskiej nastolatce, Soni, która wyjeżdża na międzynarodowy obóz do Egiptu. Tam poznaje różne kultury obozowiczów. Zaprzyjaźnia się z dziewczyną o imieniu Estera, a na jej drodze staje także tajemniczy i budzący grozę chłopak, Oliver. Wkrótce Sonia zostaje wplątana w pradawne tajemnice egipskich bóstw i intrygi. Nie wie, komu ma ufać a kto jest jej śmiertelnym wrogiem.

Fabuła całej książki jest dość skomplikowana i zagmatwana. Na pytanie o czym jest, nie wiem, czy byłabym w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, takiej w jednym czy dwóch zdaniach, by uciąć temat i nie wdawać się w szczegóły bez spojlerowania.

Książce mam bardzo dużo do zarzucenia, ale nie będę wymieniać jej wszystkich minusów, bo mogłoby nam braknąć dnia, a mnie znaków do wykorzystania w notce, jeśli to możliwe. Skupię się więc na rzeczach, które najbardziej zwróciły moją uwagę i tym samym powodowały największą irytację.

Największą wadą całej powieści jest brak umiejętności gospodarowania treścią w stosunku do objętości. Książka liczy sobie raptem czterysta stron, a sam wstęp i wprowadzenie czytelnika do świata przedstawionego zajmuje ponad trzy czwarte. Końcowe rozwiązanie jest krótkie i bardzo niesatysfakcjonujące, mogłabym nawet stwierdzić, że autorka je spaliła. Czemu? Skoro już zaserwowano tak rozbudowane wprowadzenie, to zakończenie powinno być równie obszerne. A mówiąc szczerze, to nie wiedziałam, w którym momencie miałam do czynienia z punktem kulminacyjnym. On z niczego nie wynika i jest zbyt gwałtowny przeskok od spokojnego opisywania tajemniczych zdarzeń do samego rozwiązania całej zagadki, której, tak przy okazji, wcale nie rozwiązano. Wnioskuję, że, o zgrozo, mają być kolejne części.

Druga bardzo irytująca i dająca mi się we znaki rzecz. Każda osoba, która coś tworzy, od początków szkolnych miała wpajane, żeby unikać powtarzania słów linijka w linijkę. Powtórzenia bardzo zaburzają całe brzmienie tekstu i zakłócają lekturę. Niechcący można się zapętlić. Eliza Drogosz chyba miała nocne koszmary związane z takimi błędami stylistycznymi i za wszelką cenę chciała uniknąć ich w swojej powieści, co wyszło jej wprost tragicznie. Jednym jest zastępowanie imienia głównej bohaterki wyrazami zastępczymi typu dziewczyna, blondynka czy nastolatka. Ale taki zabieg wprowadza konsternację, gdy narrator opisuje wydarzenia rozgrywające się z udziałem dwóch postaci i używa zamienników wyjętych z kapelusza. Przez całą powieść miałam problem z odróżnieniem bohaterów właśnie z uwagi na nieumiejętnie prowadzoną narrację.

A teraz wada numer trzy, która jest tak idiotyczna, że aż nie wiem, czy to ja mam déjà vu czy inne rozdwojenie jaźni albo schizofrenie. W ostatnich rozdziałach mogę przysiąc, że narrator opisywał to samo zdarzenie dwa razy. Tak, jakby autorka napisała jedną scenę, poszła na spacer, wróciła, zrobiła obiad, poszła spać i zapomniała o poprzedniej sesji pisania. A gdy ponownie usiadła do komputera, olśniło ją, że można by stworzyć coś takiego. Szkoda tylko, że nie przewinęła do poprzednich stron i napisała dokładnie to samo, co już było, tylko innymi słowami.

Na sam koniec napomknę o irytujących imionach. Ja wiem, że to miał być przedstawiony obóz międzynarodowy, okej. Ale jeśli już się umieszcza polską bohaterkę w środku Egiptu wraz z postaciami z innych krajów, to powinno się zaznaczyć jej polskość w inny sposób, niż jedno zdanie wymruczane gdzieś na samym początku. Bo później czytelnik taki jak ja, kończąc książkę, trafia na obszerną scenę z udziałem prastarych egipskich bóstw na środku krakowskiego rynku, dziwiąc się, że główna bohaterka przez przypadek jest Polką. I sprowadziła do mojego ukochanego miasta zgraję nieśmiertelnego zła.

W Władcy piasków czasoprzestrzeń zostaje zachwiana i pogmatwana. Opisane wydarzenia czasem są totalnie bez sensu. Niektóre opisy skupiają się na tle, robiąc z niego główny wątek, choć powinno zostać to bardzo mocno okrojone, albo najlepiej zupełnie wycięte. Dodając do tego strasznie wolno myślących bohaterów, którzy przez całą książkę kluczą wokół jednego tematu  i nie potrafią go rozwiązać… Domyśliłam się prawdy już na samym początku, a Sonia nawet przy ostatnich stronach, gdzie już wszystko było jasne, nie była pewna, czy to rzeczywiście tak działa.

Książka spodoba się na pewno wszystkim, którzy lubią starożytność, w szczególności Egipt. Miłośnicy bogów i egipskich historii o bóstwach także znajdą tu coś dla siebie. Nie wiem, jak przytoczone opowieści są zgodne z tymi uczonymi przez humanistów, nie mniej jednak Władca piasków urozmaica czas i pozwala przy okazji poznać nowe kultury.

Fani serialu, który swego czasu leciał na Nickelodeonie, Tajemnice domu Anubisa, powinni odnaleźć się w tej powieści. Zagadek nie brakuje, do tego starożytne klątwy i boskie porachunki. Odstraszać może jednak fatalny styl pisania i brak dopracowania całości. Z tego powodu nie zachęcam nikogo do lektury, ale też jej nie odradzam. Książka miała bardzo duży potencjał i gdyby wprowadzono do niej poprawki w dużej ilości, byłaby całkiem niezłym czytadłem. Teraz jednak może tylko jednorazowo pojawić się u mnie w domu, bo po oddaniu jej do biblioteki, nie zmierzam tęsknić.

Wyzwania:

Czytam opasłe tomiska: +416 stron
Przeczytam tyle. ile mam wzrostu: +3,1 cm
Klucznik: „debiut”

Chcesz być na bieżąco?

Polub FP na Facebooku ——–> 
https://www.facebook.com/toreadornottoreadworld?fref=ts

Zaobserwuj witrynę na blogspocie ——> 
http://books-may-well-be.blogspot.com/

26 comments

  1. ~City_of_Books · Maj 22, 2015

    Ciekawa recenzja i też uważam, że młodzi i najczęściej polscy pisarze- debiutanci powinni bardziej przykładać się do stylu pisania, bo jak historia zapowiada się fajnie to stylistycznie jest okropnie :/

  2. ~RosAlice · Maj 22, 2015

    Lubie Egipt i przygode ale… Chyba wole ksiazki dojrzalszych autorow xd btw nie hejc mi tu jej bo chyba pamietasz moje pisanie? xd

    • Ewa · Maj 22, 2015

      Ty byłaś młodsza i w porównaniu do jej, twoje było profesjonalne! U ciebie cały czas się coś działo. I stylistycznie było dobrze. Więc mi tu nie krytykuj że prawdę piszę ;_;

  3. ~KittyAilla · Maj 22, 2015

    Cóż, ja chętnie wydałabym książkę z tym, że wiem, że to kosztuje xd Poza tym mam tendencję do czytania tego, co napiszę po dwóch miesiącach i usuwania (taaak, pozbyłam się już książki liczącej jakieś 300 stron, bo stwierdziłam, że łatwiej napisać od nowa niż próbować poprawić). Uważam, że debiuty młodych autorów są w jakiś sposób zawsze ciekawe, ale przecież wydawnictwo to czyta, czytają to ludzie w wydawnictwie i naprawdę ktoś powinien zwracać uwagę na takie rzeczy!

  4. ~cyrysia · Maj 22, 2015

    Zdecydowanie preferuje czasy współczesne, dlatego też nie skuszę się na powyższą książkę, tym bardziej, że przytoczone przez ciebie mankamenty przedstawiają ją w negatywnym świetle.

    • Ewa · Maj 22, 2015

      Książka jest umieszczona we współczesności, ale występują w niej wcielenia prastarych egipskich bogów. Przepraszam, jeśli źle to ujęłam

  5. ~dusia · Maj 22, 2015

    Kiedy napisałaś, że nie ma w tej powieści romansu, niesamowicie się ucieszyłam (wreszcie coś „normalnego”!), ale reszta recenzji zniechęciła mnie do lektury. Egipt mnie fascynuje, ale nie aż tak, żeby męczyć się z tego typu utworem

    • ~waldika · Maj 22, 2015

      Ja myślę, ze najlepiej jest się nie zniechęcać opiniami innych tylko samemu przeczytać. Mi się akurat książka bardzo podobała bo lubię świat Egiptu.

  6. ~wayland · Maj 22, 2015

    Sama nie wiem czy mnie zachęciłaś mnie, nie wiem czy jest to do końca książka dla mnie, ale kto wie, może jeszcze ją przeczytam jak mi się trafi :D

  7. ~Ann Wars · Maj 22, 2015

    Nie jestem specjalną fanką polskiej literatury, a ta książka wydaje się w szczególności niedopracowana. Podziękuję, chociaż ”Tajemnice domu Anubisa” oglądałam i nawet mi się podobały (przynajmniej pierwszy sezon) :)

    • Ewa · Maj 22, 2015

      Mnie właśnie zaciekawił starożytny Egipt przez ten serial i z tego powodu przeczytałam książkę. Pomysł był bardzo fajny ale stylistycznie fatalnie

      • ~Aneta · Maj 22, 2015

        Mnie też zachęcił temat starożytnego Egiptu. Książka może i ma niedociągnięcia ale jak na taką młodą autorkę- nie ma tragedii. Przeczytajcie, zanim skrytykujecie.

  8. ~Stella Aga · Maj 22, 2015

    Też mnie rozczarował ten debiut. Według mnie w książce w ogóle nic konkretnego się nie działo.

  9. ~Kornelia Pikulik-Czyż · Maj 22, 2015

    Fatalny styl mnie niestety zniechęca. Po co się męczyć, skoro jest tyle innych ciekawych lektur. :)

  10. ~addictedtobooks · Maj 22, 2015

    Czytałam już o niej sporo negatywnych opinii, a ocena na lubimyczytac też jest niestety bardzo niska. Raczej po nią nie sięgnę :((

  11. ~[Kasia] · Maj 22, 2015

    Zaufam Twojej ocenie i nie będę sprawdzała na własnej skórze czy książka jest dobra czy nie. Widzę, że ma zbyt wiele mankamentów, by przypadła mi do gustu i prawdę mówiąc byłoby mi na nią trochę szkoda czasu.

  12. ~Ellie Moore · Maj 22, 2015

    Szkoda, że wypadła słabo, bo trochę o niej czytałam i przyznam, że na początku nawet zastanawiałam się czy nie stawić jej czoła ;)

    • Anonim · Maj 22, 2015

      Warto przeczytać książkę, chociażby z tego względu, że każdy ma inny gust.

  13. ~Vicky · Maj 22, 2015

    Myślę, że młodzież powinna zacząć od prowadzenia bloga :)

  14. ~Healy Room · Maj 22, 2015

    no to ja podziękuję.
    nie ma nawet co się zastanawiać … :)

  15. ~Maciej · Maj 22, 2015

    Recka w porządku, ale nie mogę się zgodzić z jedną rzeczą, a mianowicie – powtarzanie słów. To bowiem bardzo fajny zabieg. Zabieg, który potrafi (wbrew pozorom) wiele urozmaicić i tym samym zabieg nadający nieco finezji suchym zdaniom bez finezji. Dla mnie takie „zabiegi” :) mają wartość.

    • Ewa · Maj 22, 2015

      Umiejętne powtarzanie jest bardzo dobre. Ale w tym wypadku autorka w jednej linijce pisała o głównej bohaterce Sonia, później „blondynka”, „nastolatka” i inne takie. A gdy były opisywane już dwie postaci, to nagle któraś zostawała „bogiem pustyni” nie wiadomo skąd. Najpierw powinno się wyjaśnić genezę, a potem używać zamienników ;)

  16. ~Patka · Maj 22, 2015

    O nie, zdecydowanie nie mam ochoty na taką powieść. Spasuję tym razem bo i tak mam już strasznie długą kolejkę książek do przeczytania ;-)
    Pozdrawiam,
    Patka

  17. ~Lucy Lomar · Maj 22, 2015

    Uwielbiam Tajemnice domu Anubisa! Oglądałam wszystkie sezony i płaczę, bo chcę więcej :’( Słyszałam już o tej książce i bardzo mnie zainteresowała, ale po twojej recenzji jeszcze się zastanowię przed kupnem. Bardzo się ciesze, że tu trafiłam, ponieważ widzę, że mogłabym się trochę zawieść. Sama czekam na wydawanie do dorosłości i cały czas się kształcę. Mimo wszystko książka musiała mieć jakiś potencjał skoro wydawnictwo zdecydowało się na puszczenie jej w księgarniach! A wiem, że znalezienie takiej pomocy nie jest łatwe :)

    http://zeglujacmiedzysnami.blogspot.com/

  18. ~G.P. Vega · Maj 22, 2015

    Już co nieco słyszałam wcześniej o tym tytule i generalnie potwierdziłaś to, co już wiedziałam. Zdobycie wydawcy to ciężka sprawa i czasem dobre książki nie mogą się przedrzeć, jednak osobiście mam bardziej negatywne, niż pozytywne odczucia względem publikowania swoich tekstów bez dobrego zaplecza. Szczególnie, gdy ktoś jest młody. Wiara w samego siebie to świetna rzecz, ale można się nieźle na tym przejechać. Potem mamy na rynku niedopracowane historie. Nawet nie tyle słabe czy nieciekawe, a zwyczajnie niedopracowane, co boli jeszcze mocniej.

  19. ~Jagoda · Maj 22, 2015

    A mnie się bardzo podobała ta książka. Lekka do poczytania. Bez zawikłanych zdań i w ogóle. Z resztą lubię takie tematy więc może też inaczej patrze. Ale jak dla mnie dobra książka.