Recenzja| Kroniki Jakuba Wędrowycza – Andrzej Pilipiuk

Kolejny ukłon z mojej strony do naszej literatury narodowej. Andrzej Pilipiuk to nazwisko znane chyba każdemu molowi książkowemu, który choć trochę interesuje się polską twórczością. Oczywiście o większości książek naszych rodaków nie warto nawet wspominać, bo ich lektura potrafi skutecznie zanudzić i wywołać rozstrój żołądka, ale nie w tym przypadku. Cykl opowiadający o losach Jakuba Wędrowycza także może wywołać lekkie niestrawności ale w pozytywnym sensie. Jeśli oczywiście rozumiecie, co mam na myśli.

Jakub Wędrowycz urodził się na początku zeszłego wieku, ale dokładnej daty sobie nie przypomina. Mieszka w Wojsławicach. Jego wykształcenie to tylko trzy klasy szkoły gminnej, do której uczęszczał rzekomo jeszcze za czasów cara, lecz obecnie jak twierdzi, jest niepiśmienny, czyli jest analfabetą wtórnym. Nie znamy informacji na temat jego wyuczonego zawodu, ale za to wiemy, jaki wykonuje; uważany jest za pasożyta społecznego, który uchyla się od jakiejkolwiek pracy. Dodatkowo lubi pędzić bimber, za co został już złapany, a także uprawia kłusownictwo. Jest zawsze negatywnie nastawiony do ustroju panującego w państwie. Ma powiązania z księdzem i rosyjskim monarchistą, ale w sumie kogo to dziwi?

Książka zawiera kilka opowiadań z Wędrowyczem w roli głównej. Poznamy różne historie, takie jak próba zgładzenia go przez pewnego łowcę egzorcystów, jego wakacyjny biznes rozkręcony z przyjaciółmi czy nawet sama reakcja naszego bohatera na złowienie złotej rybki. Zadziwiający może być fakt, że Jakub jest i ojcem, i dziadkiem. No i lubi opowiadać swojemu wnukowi różne dziwne historie. Okaże się, że historia o Czerwonym Kapturku, którą znamy, to jedne wielkie brednie i prawda była zupełnie inna. Pilipiuk włożył więcej polityki w tę baśń dla dzieci.

A do tego chyba najlepsza część z całej książki, mianowicie przepis na hot dogi. Życzę smacznego wszystkim mięsożercom, sałata górą!

Z książki kucharskiej Jakuba Wędrowycza 
Hot Dog
1) Za pomocą pętli z linki hamulcowej łapiemy średnio wyrośniętego psa.
2) Podcinamy gardziołko bagnetem.
3) Krew zbieramy do wiadra, przyda się na kaszankę.
4) Polewamy psa spirytusem i podpalamy dla usunięcia sierści.
5) Patroszymy. Wnętrzności nie wyrzucamy, posłużą nam jako przynęta na następnego.
6) Mięso tniemy na niewielkie kawałki i nadziewamy na szprychy rowerowe.
7) Szaszłyki opiekamy na ognisku.
Serwować na ciepło, w drewnianej lub glinianej misce, z pieczywem i schłodzonym bimbrem.
Ghost Dog
1) Za pomocą pętli z linki hamulcowej łapiemy średnio wyrośniętego, czarnego samuraja. Należy wybrać takiego z długim mieczem, wówczas mamy od razu rożen… 

Andrzej Pilipiuk wykreował bardzo mocną i silną osobowość Jakuba Wędrowycza. Daje poczucie, że rzeczywiście może istnieć gdzieś na świecie tak nietypowy człowiek bez zahamowani. To daje bardzo dużego plusa dla autora, który tak właściwie nie stworzył własnego świata, ale osadził fabułę książki w realiach Polski.

Seria chyba nie jest ze sobą połączona, no oczywiście poza osobą głównego bohatera i postaci pobocznych, chociaż nie wiem, bo nie czytałam dalszych tomów. Ale mam pewne przecieki, że w kolejnych częściach dowiemy się, dlaczego tak naprawdę zatonął Titanic.

Myślałam, że książki Pilipiuka są nic nie warte i zdecydowanie zbyt przereklamowane. Wszyscy zachwycali się jego twórczością i nie do końca rozumieli, że ktoś może nie wiedzieć, o co chodzi. Sądziłam też, że autor polega już tylko na swoim znanym nazwisku. Ale przecież pierwsze opowieści o naszym egzorcyście zostały wydane na samym początku kariery pisarza. W sumie to teraz sama nie mam pojęcia, co mnie zniechęcało. Ale już wiem, że moje obawy się nie sprawdziły w żadnym stopniu. Spodziewałam się tandetnej polskiej szmiry, a dostałam wspaniałą, pełną humoru historię o genialnym bohaterze, który bez problemu pasuje do większości wypracowań szkolnych jako przykład z literatury.

Polecam nie tylko tę powieść Pilipiuka, ale też cały jego warsztat twórczy, szczególnie osobom lubiącym fantastykę. Wcale nie czuć, że jest to książka napisana przez Polaka, mimo licznych wstawek odnośnie naszej kultury i krajów z nami sąsiadujących. Jest to doskonała książka na chwilę, gdy jesteśmy zdołowani i chcemy się pocieszyć z dobrą lekturą. Niektóre rzeczy doprowadzą nas do płaczu ze śmiechu, ale inne do płaczu z niedowierzania. Niejednokrotnie będziemy mieli na twarzy jedno wielkie WTF?, ale w końcu raz się żyje!

 

Znajdziesz mnie również tutaj:

Facebook: 
https://www.facebook.com/toreadornottoreadworld/
Instagram: 
https://www.instagram.com/thethirteenthbook/
Goodreads: 
https://www.goodreads.com/ewuniunia
Snapchat: @ewuniunia

3 comments

  1. ~RosAlice · Kwiecień 27, 2016

    Aaaa kojarzę ten tytuł i raczej kojarzę go z tobą! Czyli czytałaś go już dawnoo, prawda? ^^ #Agent-Wera
    Jednak jakoś książka mnie nie kręci na razie xd

    • Ewa · Kwiecień 27, 2016

      Dawno, dawno, ale recenzja dopiero teraz bo nie ma kiedy czytać nowe książki ;/

  2. ~bookworm · Kwiecień 27, 2016

    Pamiętam jak dawno temu jeden z nauczycieli zawsze się tą książką zachwycał ;p Muszę w końcu sama ją przeczytać :)