Recenzja| Endgame: Wezwanie – James Frey & Nils Johnson-Shelton

Książka, która zawiera kilkadziesiąt zagadek? Dobry traf! A jeśli jeszcze można wygrać pięćset dolarów za rozwiązanie ich? Aż sam ten fakt interesuje. Każdy z nas może sobie powiedzieć: to będę ja, ja wygram te pieniądze, bo przecież jak trudne mogą być zagadki? Nie aż tak, żebym nie dał sobie rady. Przecież jestem geniuszem! Miałem czwórkę na semestr z matmy i mocne trzy z chemii! No a później przychodzi ten moment, gdy zaczyna się czytać powieść. I już nie jest się tak pewnym swojego zwycięstwa.

Uważa się, że ludzkość zmarnowała potencjał Ziemi i nie zasługuje na życie na tej planecie. Dlatego powstaje idea Endgame. W „grze” brać udział ma dwanaście osób, każda reprezentuje dawno wymarłe cywilizacje z całego świata. Tylko jedno z dwunastki wygra i zapewni swojemu ludowi przeżycie czegoś na kształt apokalipsy.

Moje pierwsze skojarzenie? Dożynki z Igrzysk Śmierci. Po jednym przedstawicielu zostaje wezwanym. Każdy wie, że ten moment nadejdzie i że to on może zostać wybranym. Musi mieć ukończony odpowiedni wiek, ale też nie może przekroczyć określonej górnej granicy. Przygotowuje się od pierwszych dni na ten dzień. I gdy on w końcu nadchodzi, człowiek doskonale wie, że to chodzi o niego. Te odczucia zmienią się wraz z zagłębieniem się w świat Endgame. Będzie nam się wydawało, że książka jest schematyczna, ale później, gdy będziemy przewracać kolejne strony i wypadniemy na chwilę z transu to zorientujemy się, że schematu już nie ma. Mimo swego rodzaju początkowej przewidywalności, nigdy nie wiemy co się zdarzy w kolejnych rozdziałach. Akcja rozgrywa się bardzo szybko, pędzi na łeb na szyję. Znajdziemy też elementy brutalnych walk z dużą ilością krwi, ale uświadczymy też rodzącej się miłości i poświęcenia w imię większego dobra.

W środku, nie patrząc już na fabułę, ale bardziej na styl zapisu całej książki, kojarzy mi się znowuż z Grą o tron. W powieści Goerge’a R. R. Martina każdy rozdział skupia się na kimś innym. Najpierw wywołuje to lekkie zamieszanie, ale później czytelnik się oswaja z takim zabiegiem i przyzwyczaja. Potem już się tylko wyczekuje na wydarzenia z życia ulubionego bohatera.

Podobnie jest z Endgame. Autorzy podjęli się bardzo trudnego zadania. Chcieli wykreować dwunastu bohaterów, którzy pochodzą z innych kultur, z innych zakątków świata i do tego każdy z nich ma swój własny odmienny charakter oraz problemy rodzinne. Żeby uczynić postacie rzeczywistymi ludźmi z krwi i kości, postanowiono o każdym z nich powiedzieć coś więcej. Narracja książki prowadzona jest w trzeciej osobie, ale narrator w każdym rozdziale skupia się na innym uczestniku Endgame.

W tej powieści tak właściwie nie ma dobrych ani złych bohaterów. Każdy z nich ma inne powody by wygrać. Z jednymi możemy się utożsamić bardziej, z innymi mniej. Jednak każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie, bo postaci jest bardzo, bardzo dużo i na pewno czyjaś sytuacja osobista będzie bliska naszej.

Książka daje dużo do myślenia. A przede wszystkim, angażuje czytelnika w rozwiązywanie zagadek. Przez to jest oryginalna i niespotykana. Do tego piękna złota okładka, która od razu skojarzyła mi się ze złotem. No bo złoto Endgame można wygrać i oglądać w Las Vegas (bodajże?). Z każdą kolejną częścią trylogii będzie można wygrać kolejne pieniądze. Prawdopodobnie następny tom będzie trudniejszy, ale niekoniecznie. Tak mi się po prostu wydaje. Przynajmniej ja bym tak zrobiła i ustaliła poziom łatwy, średni i trudny dla poszczególnych części serii.

Endgame to książka idealna dla każdego fana fantastyki. Jej treść skierowana jest do nieco starszych odbiorców, ale nie lubię ograniczać młodszych. Nie wiadomo, czy przypadkiem jakiś jedenastolatek nie uzna, że to pozycja idealna dla niego.

Powinny przeczytać to też osoby, które lubią dystopijna wizję świata oraz gry wszelkiego rodzaju. Walki na śmierć i życie, a przy tym rozwiązywanie zagadek. No i ostatnia grupa odbiorców, od których chyba powinnam zacząć. Fani Igrzysk śmierci! Tak, to książka zdecydowanie dla was. Dwunastu wezwanych, przeżyć może tylko jeden. Wszystkie chwyty dozwolone. Będzie lała się krew, będą się łamać kości i będą płynęły łzy.

A więc, kto z was odpowie na wezwanie Endgame i sięgnie po książkę?

4 comments

  1. ~RosAlice · Czerwiec 15, 2016

    Jakie tu sa cywilizacje???

  2. ~Miasto Książek · Czerwiec 15, 2016

    Jak dla mnie pierwsza część była bardzo dobra, a druga jeszcze lepsza <3 I zagadki są zdecydowanie trudniejsze niż się może wydawać :D

  3. ~bookowe-love · Czerwiec 15, 2016

    Mam w planach tę książkę odkąd pojawił się w Polsce drugi tom. Muszę ją koniecznie nadrobić w wakacje! :D
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

  4. kntdblg · Czerwiec 15

    Brzmi całkiem przyjemnie. Osobiście uważam, że trochę za dużo powstało książek na wzór Igrzysk Śmierci, ale w sumie co szkodzi spróbować :)
    // troche-ironii.blog.pl